*Cathy*
Siedziałam w kącie, pakując rzeczy i podsłuchując rozmowy ojca z tą lafiryndą.
- Nareszcie ta mała suka nie będzie z nami mieszkać. Dobrze że nie bierzemy jej do LA.
- Dokładnie, to co ona wyprawia, jak ona cię traktuje... - przytaknął jej ojciec Cat
- Zostawimy ją u twojej byłej i będziemy wolni. Nareszcie!
-Ja jej coś robię? - spytała sama siebie Cat - No ok. Czasem się na nią wydre, kiedyś ją spoliczkowałam... A ona?! Non stop się na mnie wydziera i mnie bije. - spojrzała na posiniaczone nogi - Teraz będę musiała mieszkać z moim głupim braciszkiem który jest gwiazdeczką. On przynajmniej mnie nie będzie bił, raczej. - poszła do łazienki i otworzyła szafkę. - Tu jest! Jeszcze jedno pociągnięcie dla ulgi... - przejechała żyletką po nadgarstku.
Od razu pojawiła się krew. Założyła bandarz, a na niego kolorowe bransoletki, wzięła rzeczy do higieny i wyszła z pomieszczenia. Rzuciła wszystko do torby.
- Chodź już gówniaro bo będziesz szła pieszo! - krzyczał ojciec z dołu
- Już wolę iść pieszo, ale do Londynu trpche daleko i torba jest ciężka... - sykneła Cathy i wyszła z domu. Ostatni raz na niego spojrzała i wsiadła do taksówki. Po godzinie jazdy była w Londynie, pod domem mamy i brata. Tamci pojechali na lotnisko...
------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej waam ;) Podoba się? - skomentuj xx Rozdział 1 prawdopodobnie jutro ;*
Fajne :* Czekam na kolejny rozdział !!! Zajrzyj też do mnie jak będziesz miała ochotę http://dziewczynazesluchawkami.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń